Andrzej Kropiwnicki: Kropla drąży kamień

Rozmowa z Andrzejem Kropiwnickim, Przewodniczącym Regionu Mazowsze NSZZ „Solidarność”. 

Czy 2013 rok był udany dla ruchu związkowego w Polsce?
Po raz pierwszy od dłuższego czasu działalność związków zawodowych została doceniona. Mamy 69% poparcia wśród Polaków. W opinii społeczeństwa staliśmy się ostatnią deską ratunku przed biedą, społeczną alienacją i brakiem perspektyw, jakie realnie dotykają setek tysięcy ludzi, głównie młodych. Nawet media zaprzestały swoją „śpiewkę o złych związkach zawodowych” i zaczęły w miarę obiektywnie przekazywać społeczeństwu nasze postulaty.

Co, Pana zdaniem, zadecydowało o takiej zmianie nastrojów?
Najprostsza odpowiedź to taka: ludziom zaczęło się żyć gorzej, a rząd nie spełnił swoich obietnic. Pod rządami obecnej koalicji 700 tys. ludzi straciło pracę. Teraz mamy już 13,2% bezrobocie. Co gorsza, 30% młodych ludzi nie ma pracy. Tymczasem z 4 mld zł przewidzianych na przeciwdziałanie bezrobociu, rząd wydał w tym roku 2,8 mld zł. Powinien przeznaczyć na ten cel znacznie więcej, tyle że minister finansów Jacek Rostowski zamroził środki Funduszu Pracy.
Kolejnym problemem polskiego rynku pracy jest duża liczba osób zatrudnionych na czas określony – to aż 27% pracowników, czyli niemal dwa razy więcej niż średnia w UE. Dla porównania w Niemczech umowy terminowe to jedynie 9% wszystkich umów. Dodajmy do tego wydłużenie wieku emerytalnego, zmiany w Kodeksie pracy oraz kryzys dialogu społecznego i będziemy mieli klarowną odpowiedź: dlaczego związki znów wracają do łask. Zwykły pracownik patrzy, kto mu może pomóc i widzi, że związki zawodowe są dzisiaj jedyną realną siłą zdolną do przeciwstawienia się złej polityce prowadzonej w Warszawie na ulicy Wiejskiej.

Przypomnijmy najważniejsze inicjatywy i akcje NSZZ „S” w 2013 roku.
Kontynuowaliśmy protesty przeciwko wydłużeniu wieku emerytalnego. Przypomnę, że w 2012 roku zebraliśmy 2,5 mln podpisów pod wnioskiem o referendum w tej sprawie. Niestety 233 posłów swoimi głosami zadecydowało, że referendum nie będzie. Tłumaczyliśmy, że ta reforma nie da Polakom pracy, lecz opóźni wypłacenie świadczeń emerytalnych. Już teraz wiadomo, że zatrudnienie w grupie wiekowej 50+ jest bardzo problematyczne. Ja pytam, jeżeli zwolni się pracownika w wieku 50+, to gdzie on się zatrudni? Kto będzie go utrzymywał jeszcze przez ponad 10 lat? Mówi się, że ta reforma za dziesięć lat przyniesie do budżetu państwa 10 mld złotych. Natomiast nasi eksperci wyliczyli, że szusowanie umów „śmieciowych” może zasilić budżet państwa 10 mld zł w ciągu roku! Dlaczego rząd nie rozpatruje tej możliwości?
Kolejny protest był skierowany przeciwko zmianom w Kodeksie pracy. Żądaliśmy wycofania fatalnych dla pracowników zmian tzw. elastycznego czasu pracy, który oznacza brak zapłaty za nadgodziny i konieczność 12-godzinnej codziennej pracy nawet przez pół roku. Pracodawcy mówią, że te zmiany zwiększą produktywność i efektywność zatrudnienia. A ja pytam: na co pójdzie 10 mld zł, bo właśnie tyle kosztowały nadgodziny w zeszłym roku? Dla mnie anulowanie nadgodzin, to kolejny dowód, że pracodawcy wykorzystując kryzys, sztucznie zaniżają polskie wynagrodzenia.
W przeciągu całego roku prowadziliśmy systemową walkę z nadużywaniem „umów śmieciowych”. Domagaliśmy się podwyższenia wysokości płacy minimalnej do połowy płacy średniej zgodnie z projektem złożonym przez „S”.
Byliśmy aktywni również w branżach. W służbie zdrowia występowaliśmy przeciwko ustawie, która stanowi przymus ekonomiczny dla samorządów terytorialnych na przekształcanie szpitali w spółki prawa handlowego.
W oświacie domagaliśmy się zaprzestania likwidacji szkół i zaprzestania przerzucania finansowania szkolnictwa publicznego na samorządy. Te wszystkie i inne postulaty niejednokrotnie prezentowaliśmy na posiedzeniach Komisji Trójstronnej, która miała być miejscem poszukiwania wspólnego stanowiska przez partnerów społecznych: związków zawodowych, pracodawców i rządu. Niestety rząd wykorzystywał to forum do firmowania swoich rozwiązań bez jakichkolwiek negocjacji. Takie aragońskie zachowanie doprowadziło do zawieszenie udziału związków zawodowych z Komisji.
Trzy największe centrale związkowe (NSZZ „S”, OPZZ, Forum ZZ) stworzyły wspólny front. We wrześniu przeprowadziły Ogólnopolskie Dni Protestu, kulminacją których była manifestacja. „Dość lekceważenia społeczeństwa” – największa akcja niezadowolenia społecznego od 1989 roku.

Podczas Dni Protestu do ministerstw, pod którymi odbywały się pikiety, były złożone petycje. Na żadną z nich związkowcy nie uzyskali satysfakcjonującej odpowiedzi. Wobec tego, czy można mówić o sukcesie manifestacji?
Prawdą jest, że ministrowie dali negatywne odpowiedzi na wszystkie nasze postulaty, ale to nie znaczy, że manifestacja nie odniosła skutków. Przede wszystkim pokazała ona, że związki zawodowe wciąż są siłą, która potrafi doprowadzić do zmiany polityki rządu. To duże zobowiązanie. Nie wolno nam go zawieść. Naiwnie byłoby oczekiwać, że rządzący natychmiast przyjęliby nasze postulaty, ale kropla drąży kamień.
Podczas finału akcji „Dość lekceważenia społeczeństwa” ogłosiliśmy na Placu Zamkowym, że będziemy zbierać podpisy pod petycją o skrócenie kadencji Sejmu, potocznie nazywaną też petycją o samorozwiązanie Sejmu. Petycja z formalnego punktu widzenia nie jest dla posłów wiążąca. Ale jeśli uda nam się zebrać znaczącą liczbę podpisów, politycy nie będą mogli zignorować tego głosu. Dlatego warto zaangażować się w to przedsięwzięcie. Z tego miejsca zwracam się do wszystkich o poparcie naszej akcji.
NSZZ „Solidarność” złożył równie wniosek o zbadanie zgodności nowelizacji Kodeksu pracy z Konstytucją, prawem unijnym i międzynarodowym.
Ponadto przygotowaliśmy projekt nowej formuły instytucji dialogu społecznego w Polsce. Zaproponowaliśmy powołanie „Rady Dialogu Społecznego”, która instytucjonalnie i administracyjnie byłaby niezależną jednostką organizacyjną z własnym budżetem, a jej ustalenia posiadałyby prawo pośredniej inicjatywy ustawodawczej. Czyli, jeżeli partnerzy społeczni dojdą do wspólnych uzgodnień, rząd będzie zobligowany wprowadzić je w życie. Ma to zapobiec powstaniu takiej sytuacji, jaka miała miejsce z minimalnym wynagrodzeniem w 2009 roku. Wtedy wicepremier Pawlak w imieniu rządu podpisał porozumienie, a rząd go po prostu odrzucił. Rada Dialogu Społecznego powinna być również instytucją wypracowującą źródła prawa, w tym umowy społeczne, pakty i układy zbiorowy pracy.
W październiku z inicjatywą spotkania i omówienia naszych propozycji wyszedł Prezydent Bronisław Komorowski. „Dał przestrzeń do rozmów”, tym samym pokazując, że władza usłyszała nasz głos.
W listopadzie nastąpiły zmiany w rządzie. Dla nas najważniejsze jest odwołanie ministra finansów Jacka Rostowskiego oraz powołanie Joanny Kluzik – Rostkowskiej na ministra edukacji. Za wcześniej jest na ocenę działalności nowego ministra finansów Mateusza Szczurka, ale MEN już zrobił krok w kierunku dialogu. Przynajmniej tak można ocenić „powrót” do MEN projektów zmian w Karcie Nauczyciela i Ustawie o systemie oświaty. W tej sytuacji „Solidarność” oświatowa zaproponowała minister Kluzik – Rostkowskiej spotkanie w celu omówienia najistotniejszych spraw nurtujących polską oświatę, w tym traktowanie Karty Nauczyciela jako ponadzakładowego układu zbiorowego pracy dla nauczycieli, podlegającego uzgodnieniom ze związkami zawodowymi. Już z tych kilku przykładów widać, że proces zmian się rozpoczął.

Wobec tego, jaką strategię Związek będzie kontynuował w najbliższej przyszłości?
Jest kilka kierunków. Najważniejszy z nich – informowanie społeczeństwa – szczególnie przed zbliżającymi się wyborami do Europarlamentu, samorządów, Sejmu i Senatu. Wszyscy muszą wiedzieć, że obecna władza reprezentuje tylko interesy jakiejś grupy. Natomiast prawdziwa władza musi reprezentować to, co dobre dla Naszego kraju, dla nas – Polaków. I właśnie według takiego klucza powinni być wybierani posłowie!
Drugi – to rozwój Związku. Musimy iść za ciosem. „Zaabsorbować” młodych, którzy boleśnie przekonali się, że wolny rynek nie załatwi wszystkiego.
Trzeci – odbudowanie dialogu społecznego w Polsce, ponieważ bez porozumienia nie jest możliwy rozwój nie tylko przedsiębiorstwa, lecz również miasta i kraju.

Wywiad dostępny jest również w najnowszym wydaniu „Kuriera Mazowsze”.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz